Nestety, tylko na przerwach.
Podczas lekcji historii Pan rozdał nasze prace klasowe - 18 osób zadowolonuch ze swojej oceny, jedna twierdzi ,,może być'' a pozostałym się nie podoba ich stopień. Jednak te oceny niektórym niezbyt 'namąciły' w sredniej i nie wszyscy chcą poprawić swoje oceny jakie im wychodzą. Jednakowoż oceny bedą wystawione bodajże 14, a wtedy jest wycieczka i mieliśmy dziś ostatnią szansę na jakiekolwiek poprawki. Osiem osób chciałoby coś poprawić a to matematykę, przyrodę a nawet muzykę. No cóż, nie każdy jest we wszystkim dobry, tak jak Zielina. A wracając:
Nie było Angielskiego, ponieważ nie mieliśmy z kim go mieć. Dlatego czekaliśmy - oczywiście brojąc, hałasując itd. - aż Pani przyjdzie. Później, gdy trójka, czy dwójka z nas poszła do pokoju nauczycielskiego, gdzie Pani nie było.Spawdzaliśmy w liście zastępstw - nie było nic wspomniane o tym, z kim my mamy zastępstwo. Poszłam poinformować o tym kilka dziewczyn. razem z Emilą czmychnęłam znów do pokoju nauczycielskiego po klucz do 23, ponieważ po Polskim połowa klasy zostawiła tam plecaki. Pan Piostr, który nie wiedział czemu nie ma Pani dzwonił do niej, ale nie odbierała. Chcieliśmy, aby nas przygarnął, jednak on właśnie miał wracać do domu. Dał Zielinie klucz i on otworzył salę. Plecaki zostały zabrane. Mijscowi chcieli wracać do domu, ale o tym mógł zadecydować jedynie Pan dyrektor. Nikt nie chciał pójść, zgłosiłam się na ochotnika, dołącyzła do mnie Ola i Emilia. Niestety, Pana nie było w szkole. ,,No to klops''. W sumie, moglibyśmy usiąść na ławkach i rozmawiać szeptem, a Ci co chcieli np. graliby w ping-pong'a (Ola za ten pomysł nazwała mnie za mądrą, ale tylko przejełam się losem klasy, nie błysnbęłam mądrością), ale wtedy Pan postanowił nas 'przygarnąć'. Poszedł z nami na boisko i większość grała w dziada.
Wycieczka
Ostatni dzień przed wycieczką. Z ankiety przeprowadzonej na religii wynika:- 3 osoby sa spakowane
- 13 osób jeszcze nie
- 5 osób prawie.
Wspomnienia
Powspominajmy stare dobre czasy, podczas pobytu np. w pierwszej kalsie!Pamiętacie pasowanie na pierwszaków? Każdy miał swój wiersz, był po prostu bójki o to, aby mieć jak najdłuższy. Gęsiego wmaszerowaliśmy na salę. Każdy był w granatowej czapeczce i stroju apelowym. Wyglądaliśmy niczym absolwenci.
Wtedy naszym wychowawcą był nie kto inny jak Pan Piotr, który ma dziś urodziny i powitaliśmy go gromkim sto lat!
Jeszcze pierwszej lekcji nie było,a my już ustawieni (4dziewczyny - Ola, Emilia, Kasia i Karolina [ja]) przed pokojem nauczycielskim. Poprosiłyśmu Pana Piotra, żeby podszedł. Jakiś nauczyciel powiedział, iż go nie ma. Ale przyszedł i zaczęłyśmy śpiewać. Gdy reszta klasy to dostrzegła równierz się dołączyli i Pan się chyba zawstydził, uśmiechał się mróżąc oczy. A my do końca zaśpiewaliśmy uśmiechnięci.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz